Powered byAccuWeather.com
Nie chcesz zmoknąć?
Pobierz darmową aplikację
Weź parasol

Wakacje 2015

Kuba: Zabytki, plaże i sytuacje

Kubę można by zwiedzać przez wiele tygodni, a nawet miesięcy. Mając zaledwie 20 dni, trzeba skrupulatnie zaplanować podróż, by móc zobaczyć jak najwięcej. I nie chodzi tylko o zabytki Hawany czy Trinidadu, plaże Varadero czy Ancon, góry wokół Vinales.


Kuba, ze względu na panujący tam komunistyczny reżim, to nie tylko wspaniałe widoki, ale także galeria sytuacji i zjawisk, których niemożliwe jest doświadczyć gdzie indziej. Jednocześnie, ze względu na historię Polski, sytuacji i zjawisk w jakiś sposób bliskich osobom pamiętającym nawet późny PRL. Co wcale nie oznacza, że wywołujących sentymenty - zwłaszcza, jeśli spojrzy się na ubóstwo i niedostatek nieturystycznych regionów Kuby, mijanych na trasie z jednego do drugiego kubańskiego "must see".

Reklama

Zaprzeczeniem prawdziwej Kuby jest do bólu kurortowe Varadero. Położone na półwyspie Hicacos 25-tysięczne miasto to właściwie ciąg wybudowanych nad zjawiskową plażą hoteli oraz główna droga pełna typowych dla wczasowisk atrakcji: restauracji, sklepików z pamiątkami, postojów dla amerykańskich krążowników szos i konnych powozów, wreszcie - zupełnie niekomunistyczna - rotundowa galeria handlowa.

Fama głosi, że im dalej na wschód półwyspu, tym stopień "ukururtowienia" Varadero wzrasta, przybliżając je niebezpiecznie do tych wszystkich głośnych plaż Majorki, Costa Brava czy Costa Del Sol. Tam też toczy się nocne życie Varadero.

Dla tych, którzy szukają innych atrakcji, na pewno nie zabraknie cichego skrawka plaży. Plaży, której pocztówkowe kolory robią ogromne wrażenie: piasek jest niesamowicie biały, morze pastelowo turkusowe, a niebo klarownie błękitne.

O Hawanie napisano chyba wszystko. Do odwiedzenia starej części (La Habana Vieja) tej niewątpliwej perły Karaibów nie trzeba nikogo specjalnie namawiać. Wchodząc do reprezentacyjnej dzielnicy stolicy Kuby, początkowo mija się rozsypujące się, ale wciąż majestatyczne kamienice w stylu art deco. Im bliżej Plaza Vieja, czyli starego rynku, tym więcej odbudowanych budynków, których piękno i kolorystyka poraża.

Zwiedzając La Habana Vieja najlepiej iść na żywioł i nieskrępowanie spacerować po starej części miasta, uważając jedynie, by nie pominąć barokowego kompleksu placu katedralnego czy byłej królewskiej fortecy.

Hawana to jednak nie tylko stare centrum. Warto kupić bilet na turystyczny autokar, objeżdżający północną część tego ponad dwumilionowego miasta, by zobaczyć, jak wyglądają architektoniczne twory reżimu.

Jadąc wzdłuż słynnej promenady Malecon, przekraczamy granice dzielnicy Vedado, gdzie znajduje się między innymi zionący betonowym chłodem Plac Rewolucji z budynkami "ozdobionymi" wizerunkami rewolucyjnego zbrodniarza Che Guevary i komunistycznego dyktatora Fidela Castro.

Na szczęście, dalej na zachód wjeżdżamy do mieszkalnej dzielnicy Miramar, gdzie przed rewolucją w rezydencjach mieszkali najbogatsi Hawańczycy. Wille, choć nadszarpnięte czasem i od lat nieremontowane, wciąż imponują kolonialnym pięknem.

W Miramiar znajduje się także między innymi warte odwiedzenia delfinarium, na które posępnie zerka mierząca kilkadziesiąt pięter konstruktywistyczna ambasada rosyjska, przypominająca bryłą wieże Mordoru z "Władcy pierścieni".

Uciekając z zadymionej spalinami Hawany, warto skierować się na zachód i zaczerpnąć świeżego powietrza w Valle de Vinales, krajobrazowo również jakby wyjętej z filmu fantasy doliny w górach Sierra de los Organo.

Występujące tam półowalne wzgórza, zwane fachowo mogotami, wyglądają intrygująco, pełne są też jaskiń, z których wiele można odwiedzić. Pomiędzy mogotami leży natomiast Vinales, którego leniwa atmosfera upaja spokojem, i to pomimo krzykliwych kolorów parterowych domków miasteczka. Każdy z nich, z nieodłącznym gankiem, powstał jeszcze przed rewolucją.

Zresztą Vinales, być może ze względu na bardzo prowincjonalny charakter, nie zostało skażone reżimową architekturą.

Krążąc jednak wśród parterowych domków, można trafić na zmurszały relikt kubańskiego komunizmu, jakim jest opustoszały plac zabaw, który swą świetność przeżywał pewnie we wczesnych latach 80. zeszłego stulecia.

Dziś, zaniedbany, zardzewiały i zarośnięty, jest kolejnym symbolem tego, jak komunistyczna wizja świata odklejona jest od rzeczywistości.

Również położony nad Morzem Karaibskim Trinidad, a przynajmniej jego historyczne centrum, nie zostało tknięte reżimowym pazurem. To miasto to jedno z tych miejsc, o którym z pełnym przekonaniem można powiedzieć, że czas stanął w nim w miejscu. W przypadku kolonialnej starówki Trinidadu, byłego wiodącego ośrodku handlu cukrem i niewolnikami, kalendarz zatrzymał się gdzieś w okolicach roku 1750.

Labirynt brukowanych uliczek, pokryte czerwonymi dachówkami parterowe domy, z potężnymi drewnianymi bramami i nieodłącznymi klatkami z kanarkami w oknach, konie przywiązane do słupów, bryczki stanowiące główny środek transportu, barokowa katedra na urokliwym Plaza Mayor... Wszystko to powoduje, że Trinidad stał się docelowym punktem dla każdego obcokrajowca zwiedzającego Kubę. Pomimo tego, miasto zachowało lokalny koloryt, bo mieszkańcy Trinidadu wcale nie uciekli z "turystyczno-widokowego" centrum. Dzięki nim, fantazyjna wręcz uroda miasta wciąż ma zaczepienie w rzeczywistości.

Wielką atrakcją Trinidadu jest oddalona o około 10 kilometrów od miasta malownicza Playa Ancon, mająca wszystkie atuty kubańskich plaż: biały piasek i turkusowe morze. O niewątpliwych walorach tego miejsca przekonali się już reżimowi decydenci.

Tuż po rewolucji w 1959 roku założono tam kurort. W późniejszych latach na skraju plaży wybudowano hotel, o którym można napisać, że stanowi klasyczny przykład karaibskiego socrealizmu: zwalistej bryły w krzykliwych kolorach. Na szczęście Playa Ancon jest na tyle długa, że swobodnie można znaleźć sobie miejsce nie tylko z dala od hotelu, ale też innych plażowiczów. To rzecz niespotykana, i to nie tylko w europejskich kurortach. Dodajmy jeszcze, że morze w Ancon ma nie tylko cudowny kolor, ale też i perfekcyjną temperaturę.

Jeżeli jesteśmy już przy plażach, to w drodze z Hawany do Trinidadu warto zatrzymać się na Playa Giron przy historycznej Zatoce Świń. To pewnie jedna z nielicznych plaż na świecie, gdzie ręczniki plażowiczów znajdują się kilka metrów od bunkrów. Te powstały na potrzebę obrony przed amerykańską inwazją w Zatoce Świń w 1961 roku, kiedy to Kubańczycy wyszli zwycięską ręką z konfrontacji z amerykańskim desantem.

AW

Dowiedz się więcej na temat: fotozagadka | Kuba | Hawana
Najlepsze tematy