Powered byAccuWeather.com

Wakacje 2016

Malezja: Nieodkryty cud Azji Południowo-Wschodniej

Położona na Półwyspie Malajskim i wyspie Borneo, podzielona na 13 stanów Malezja oferuje atrakcje dla każdego rodzaju turysty. Przyjrzyjmy się zachodniemu wybrzeżu kraju i jego stolicy Kuala Lumpur. Zdjęcie, które było przedmiotem fotozagadki nr 8, przedstawiało właśnie Malezję.

Turystyczną podróż po zachodnim wybrzeżu Malezji możemy zacząć tylko od jednego miejsca. Jest nim archipelag wysp Langkawi na Morzu Andamańskim, który jest najprawdopodobniej najpopularniejszym kurortem w kraju. Powód? Jest dość oczywisty - to jedne z najlepszych plaży w całej Azji Południowo-Wschodniej.

Reklama

Choć Langkawi jest docelowym turystycznym punktem - z Kuala Lumpur na miejscowe lotnisko lata kilka samolotów dziennie - to jednak nie musimy się obawiać "przeładowania" plaż. Dwie najpopularniejsze z nich to Pantai Cenang i Pantai Tengah na południowo-zachodnim wybrzeżu wyspy. Pierwsza z nich to miejsce dla osób lubiących "głośne" plaże: sporo tu restauracji, barów, punktów oferujących skutery wodne czy loty na paralotniach. Oddzielona od Pantai Cenang sklepem bezcłowym i oceanarium - jak widać Malezyjczycy dbają o wszelkie potrzeby turystów - położona bardziej na południe Pantai Tengah jest dużo spokojniejsza, bo mniej popularna i bardziej oddalona od hotelowego centrum. Więcej też tu lokalnych turystów, niż gości z Europy czy Ameryki.

Wzdłuż obu plaży ciągnie się ulica, która jest turystycznym ośrodkiem wyspy. Znajdziemy tu zatrzęsienie charakterystycznych dla kurortów na całym świecie sklepów oraz bary i restauracje, które spełniają wszelkie kulinarne wymagania gości. Obok tradycyjnej kuchni malajskiej, mieszczą się tu bowiem bary i restauracje z kuchnią tajską, indyjską, chińską, włoską, a nawet meksykańską. Jednak to nie Langkawi jest kulinarnym centrum Malezji, a sławne na cały świat wśród fanów kuchni Georgetown na wyspie Penang, o którym za moment.

Wracając do Langkawi, to wyspa oferuje dużo więcej, niż dobra kuchnia, plaże i ciepłe morze. Będąc tam nie można nie odwiedzić fascynującego Sky Bridge, który dosłownie wisi rozpięty pomiędzy wznoszącymi się nad wyspą skałami szczytu Gunung Machinchang. Mierzący 125 metrów długości "Niebiański most" to prawdziwe cacko architektoniczne, z którego rozpościera się zapierający dech w piersiach widok na wyspę i Morze Andamańskie. Dech w piersiach zaprzeć może również przejście po szklanym fragmencie mostu - nie jest to na pewno przeżycie dla cierpiących na lęk wysokości.

Spektakularne widoki rozpościerają się również z wagonów kolejki linowej, która zabiera turystów na szczyt Gunung Machinchang. Przejażdżka jest długa, bo trasa mierzy blisko kilometr, a wagony wznoszą się pod kątem ponad 40 stopni. Oferta turystyczna na Langkawi zawiera również rejsy po malowniczych wysepkach archipelagu, zwiedzanie unikatowych lasów namorzynowych czy nawet karmienie orłów, licznie zamieszkujących wyspę.

Najbardziej interesującym - i jednocześnie najtańszym - sposobem dotarcia do kolejnego punktu naszej podróży, czyli na wyspę Penang z portem Georgetown, jest podróż promem. Liczące ponad 200 tysięcy mieszkańców miasto w 2008 rok zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO, a to ze względu na walory starej części portu, byłej brytyjskiej metropolii kolonialnej. W zabytkowych budynkach, mieszczących na parterze sklep, warsztat czy restaurację, a na piętrze lokale mieszkalne (tzw. shophouse), egzystują obok siebie trzy jakże odmienne kultury: chińska, hinduska i muzułmańska. Wszystko to na przestrzeni kilku kilometrów kwadratowych.

Ta niesamowita różnorodność skutkuje nie tylko melanżem kultur, religii i ras, ale też kuchni. To spowodowało, że Georgetown - wcześniej jedno z wielu południowoazjatyckich miast z kolonialną architekturą - stało się kolejną kulinarną stolicą świata. Wszystkie przewodniki akcentują, by w Georgetown koniecznie spróbować potrawy o nazwie asam laksa. To prawda, jest wyśmienita. Jednocześnie, kulinarne ograniczanie się do wyłącznie tego dania, byłoby niesprawiedliwością dla kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu innych potraw serwowanych w niezliczonych restauracjach, barach, ale też na straganach. Często to właśnie danie z ulicznego stoiska - mimo swej prostoty - smakują najwykwintniej.

Jednak Georgetown to nie tylko jedzenie. Już sam spacer wąskimi uliczkami dzielnicy kolonialnej, jakże innymi od znanych nam europejskich starówek, ma swój wyjątkowy urok. Warto odszukać na ścianach budynków rozsiane po całej dzielnicy kolonialnej murale autorstwa Ernesta Zaherevica, zwanego "Malajskim Banksym" (najsłynniejsze dzieło to "Dzieci na rowerze"). Zwiedzając chińską dzielnicę (Little China) koniecznie trzeba odwiedzić świątynię w Khoo Kongsi, która swym  przerysowanym bogactwem ornamentów zawstydziłaby nawet najwystawniejsze perły architektury lubującego się w przesadnym zdobieniu baroku. Na nabrzeżu Little China można zobaczyć, jak wyglądało życie chińskich klanów, które przybyły do Georgetown przed wiekami. Mieszkańcy przybrzeżnych pomostów mieszkają bowiem w drewnianych domach zbudowanych na palach.

Little India, czyli dzielnica hinduska, wygląda jak fragment Delhi czy Bombaju, który przeniesiono wprost do Georgetown. Darując sobie opisy niezwykłej kolorystki tego miejsca, które wzmacniają nieodzowne dla hinduskich miast aromaty przypraw i kadzideł oraz przesadnie głośna muzyka - kontrast ze spokojną i stonowaną atmosferą Little China jest więcej, niż uderzający. Dzielnicę kolonialną wieńczy na jej północnym krańcu wybudowane przez Brytyjczyków na przełomie XVIII i XIX wieku ratusz, wieża zegarowa i wreszcie uzbrojony w zabytkowe armaty Fort Cornawallis, który w danych czasach bronił port przed "nieproszonymi gośćmi".

A co ma dla nas wyspa Penang? Wyjeżdżając z Georgetown można między innymi wjechać kolejką na Penang Hill, by obejrzeć panoramę miasta i wyspy, odwiedzić Świątynię Węży z jadowitymi żmijami bananowymi, wybrać się na spacer po dżungli w Parku Narodowym, gdzie można spotkać makaki (uwaga na rzeczy osobiste i bagaż!) czy warany paskowane (niegroźni kuzyni potężnych waranów z komodo) oraz liczne ptaki, motyle i owady. Nie brak również plaży, ale nie są one tak spektakularne, jak te na Langkawi.

Kontynuując podróż na południe zachodniego wybrzeża Malezji docieramy do kolejnej wyspy, która często omijana jest przez zagranicznych turystów. Wielka to szkoda, bo Pulau Pangkor - popularna wśród mieszkańców Malezji - ze względu na niewielkie rozmiary (zaledwie 10 kilometrów długości i 5 kilometrów szerokości), to miejsce bardzo kameralne i spokojne. Szukając tam noclegu, warto postarać się o kwaterę w nabrzeżnym domu na palach. Pulau Pangkor może zaszokować osoby nieprzyzwyczajone do obcowania z fauną. Widok obsiadających drzewa licznych orłów czy dzioborożców, przebiegających drogę waranów paskowanych czy wskakujących na latarnię makaków to nic niezwykłego. Dodatkowo, w stawie przy świątynie Foo LinKong pływają imponujących rozmiarów karpie i dwie ponad trzymetrowe arapaimy, sprowadzone tu z amazońskiej dżungli. Wreszcie w hotelach można zorganizować wieczorną wyprawę do lasu na karmienie tutejszych dzików.

Malezja to oczywiście nie wyłącznie plaże i wyspy, dlatego w naszej podróży odbijemy na wschód od wybrzeża. Dla ciekawych życia malajskich miast punktem obowiązkowym będzie odwiedzenie Kuala Lumpur, które posiada wszystkie zalety i wady gargantuicznych metropolii Azji. Imponująca architektura, liczne centra handlowe, restauracje i bary w tak zwanym Złotym Trójkącie, sąsiadują z reliktami dawnych czasów, jakimi są targi i bazary oraz dzielnica chińska (Chinatown) i hinduska (Little India). Miasto oferuje również interesujące muzea (jak na przykład Muzeum Sztuki Islamskiej czy Muzeum Narodowe), oceanarium z rekinami, płaszczkami czy elektrycznymi węgorzami, wreszcie urocze Lake Gardens, które podzielone są parki tematyczne i mogą pochwalić się największym w Azji Południowo-Wschodniej parkiem ptaszarskim. Punktem obowiązkowym wizyty w Kuala Lumpur są najwyższe bliźniacze budynki na świecie, wysokie na 452 metry słynne Petronas Towers. Taras widokowy znajduje się na 86. piętrze (wieże mają 88. pięter) i oferuje wyjątkowy widok na metropolię. W Petronas Towers, poza licznymi biurami, mieści się największy dom handlowy Malezji - Suria KLCC. Jako ciekawostkę dodajmy, że drapacze chmur mają 32 tysiące okien. By umyć szyby jednej tylko z wież potrzeba aż miesiąca!

Pod Kuala Lumpur (można tam dotrzeć metrem) położone są Jaskinie Batu. W odkrytych pod koniec XIX wieku jaskiniach znajduje się hinduska świątynia, do której wejścia strzeże gigantyczna - najwyższa na świecie, bo aż 42-metrowa - złota statua boga śmierci i wojny Murugana. By dostać się do Jaskiń Batu, trzeba wspiąć się po blisko 300 stopniach. W jednej z nich, nazwanej Mroczną Jaskinią, można podziwiać wiele gatunków owadów oraz trzy rodzaje nietoperzy. Jeszcze jedna uwaga dla zwiedzających: proszę nie zniechęcać się tłumami w Jaskiniach Batu, bo to element nieodłączny tego miejsca. Tak jak makaki, bezczelnie próbujące podkraść jedzenie od turystów.  

Na koniec dodajmy, że Kuala Lumpur to znakomita baza wypadowa w malajski interior. Ze stolicy łatwo dostać się na przykład do pasma górskiego Cameron Highlands, gdzie hoduje się między innymi herbatę, a klimat jest dużo przystępniejszy (czytaj: chłodniejszy) albo do parku narodowego Taman Negara z jednym z najstarszych i najlepiej zachowanych lasów deszczowych, gdzie można wybrać się nawet na kilkudniową wyprawę w głąb dżungli.

Kontynuując podróż wzdłuż zachodniego wybrzeża Półwyspu Malajskiego, nieuchronnie docieramy do miasta Malakka (Melaka), które - podobnie jak Georgetown - w 2008 rok zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Najstarsze miasto na zachodnim wybrzeżu Malezji ma burzliwą historię, na przestrzenie wieków przechodziło z rąk portugalskich w holenderskie, a następnie w brytyjskie, by w czasie II wojny światowej być okupowane przez Japończyków. W efekcie Malakka może pochwalić się niezwykłą dzielnicą kolonialną.

Portugalczycy pozostawili w mieście fortecę o nazwie A Famosa zbudowaną jeszcze w XVI wieku. Dziś jej pozostałości należą do najstarszych zabytków europejskiej architektury w Azji. Holendrzy postawili w Malacce charakteryzujące się czerwoną cegłą Stadthuys oraz kościół. Wreszcie Brytyjczycy są odpowiedzialni za wszystko, co zbudowano w mieście od początku XIX wieku. Malakka to jednak nie tylko - choć przede wszystkim - historia. Warte odwiedzenia są chińska i hinduska dzielnica, mieszczące się w zrekonstruowanym pałacu sułtana muzeum czy wieżę widokową Taming Sari. Jednak to, co zapamiętamy z Malakki, to przede wszystkim klimatyczna dzielnica kolonialna.

Na zakończenie trzeba zaakcentować, że Malezja to nie tylko zachodnie wybrzeże. Równie fantastyczne plaże można znaleźć na wschodnim wybrzeżu Półwyspu Malajskiego, a najsłynniejszym symbolem Borneo są orangutany, które można obserwować w tamtejszych rezerwatach.

Dowiedz się więcej na temat: Malezja
Najlepsze tematy