Reklama

Powered byAccuWeather.com

Związki na odległość – jak to zorganizować?

Podróżujemy, studiujemy i pracujemy za granicą. Poznajemy ludzi, zakochujemy się i wchodzimy w bliskie relacje. Potem przychodzi czas powrotu do kraju i okazuje się, że jesteśmy w związku na odległość.

Dawniej związki na odległość były praktycznie niemożliwe, dziś nikogo już raczej nie dziwią. W końcu odkąd Polacy masowo zaczęli wyjeżdżać na Wyspy Brytyjskie, wiele rodzin dzieli dystans 1500 km. "To niewiele" - mówią bohaterowie naszego reportażu. Ich partnerzy znajdują się na innych kontynentach.

Dama z Szanghaju

Reklama

Tymon studiował mechatronikę na Politechnice Gdańskiej. Na piątym roku pojawiła się opcja wyjazdu do Szanghaju na praktyki studenckie. Od zawsze fascynowała go Azja, a znajomi nie dawali mu spokoju: "Jeśli teraz nie pojedziesz, to taka okazja może się nie powtórzyć". Ostateczną decyzję o wyjeździe na pół roku pomogła mu podjąć przyjaciółka, która właśnie wróciła z Berlina. Mieszkała tam w ramach programu Erasmus. Jej zachwytom nie było końca. Pobyt w Szanghaju przerósł najśmielsze oczekiwania Tymona. Strzeliste wieżowce, nowoczesne pociągi, pyszna kuchnia, no i ona. Wang Shu poznał przez kolegę z pracy, gdy całą grupą wybrali się na karaoke. Upłynęły już dwa lata od powrotu Tymona do Polski, a jego związek trwa, choć znajomi dawali mu najwyżej trzy miesiące. Od czasu jego wyjazdu Wang Shu była w Polsce cztery razy, on w Szanghaju - pięć. Najczęściej jednak spotykają się mniej więcej w połowie drogi, czyli w Delhi.

- Ludzie nie dowierzają, jak opowiadam im o swoim związku. Dla mnie i dla Wang Shu to nie tylko bliska uczuciowa relacja, ale także prawdziwa przygoda. Śmiejemy się, że w Delhi mamy już swój drugi dom. Gdyby nie ten związek, może nawet nigdy byśmy nie trafili do tego niezwykłego miasta. Wbrew pozorom, wcale nie jest to trudne rozwiązanie logistyczne. Wsiadam w samolot Lufthansy i po kilkunastu godzinach widzę moją ukochaną. Powiem szczerze, że nic tak nie podtrzymuje namiętności, jak tęsknota - mówi Tymon.

Potrzeba bliskości

Michał jako kierownik budowy nigdy nie zarabiał źle, ale oferta, którą dostał od firmy realizującej projekty w RPA dała szansę na to, żeby w pół roku spłacić wszystkie kredyty. Decyzja nie była łatwa, szczególnie, że ma półtoraroczną córkę Alę. Jego żona Ania bała się, że stracą kontakt, a dziecko nie będzie pamiętało ojca. Ostatecznie jednak zdecydowali, że podpisze kontrakt na rok, a potem wróci do domu. Z dnia na dzień spakował ogromną walizkę i wyjechał. Początkowo ich kontakt opierał się głównie na rozmowach przez Skype’a. Dzwonili do siebie każdego popołudnia, widzieli swoje twarze, Michał był nawet świadkiem pierwszych słów Ali. Wieczorami pili razem wino i grali w szachy online. Na szczęście RPA znajduje się dokładnie w tej samej strefie czasowej co Polska. Z czasem jednak zaczęło im brakować bliskości. Rozwiązanie okazało się bardzo proste. Michał zaczął raz w miesiącu przylatywać z Johannesburga. Nie spotykali się jednak w Warszawie, a we Frankfurcie. Obydwoje mieli świetne połączenia. Anna z dzieckiem dolatywała w niecałe dwie godziny, Michał leciał koło 11 godzin. Dzięki temu nie tracili czasu na przesiadki. Spędzali wspólnie cały weekend, czasem parę dni więcej. Od tej pory rozłąka stała się mniej uciążliwa. Zapewniają, że podtrzymanie stabilnych więzi jest możliwe, wymaga tylko dodatkowego zaangażowania. Kontrakt Michała się skończył i dziś już znowu szczęśliwie mieszkają razem.

Para podróżników

Antonio pracuje w jednej z międzynarodowych korporacji w Brazylii. Firma przez cały czas prowadzi wewnętrzne rekrutacje na stanowiska zarówno w kraju, jak i w oddziałach zagranicznych. Pierwszy raz zaaplikował do oddziału w Meksyku, drugi raz - w Hiszpanii. Nie udało się. Spróbował jeszcze raz i w ten sposób trafił do Krakowa. O Polsce nie wiedział zupełnie nic, kojarzył tylko Roberta Lewandowskiego. Szybko jednak zakochał się w naszym kraju. I w Monice, którą poznał w pracy. Byli razem dwa lata, zdążyli już nawet razem zamieszkać, kiedy do Antonia dotarła informacja o chorobie mamy. Nie zastanawiał się długo, wiedział, że musi wrócić do kraju. Zawodowo było to łatwe - po prostu podjął pracę na swoim starym stanowisku. Większe komplikacje powodowało życie prywatne. Monika nie była gotowa na przeprowadzkę. Postanowili, że spróbują inaczej.

- Na początku lataliśmy na zmianę, ja do Polski, Monika do mnie, do Brazylii. Pewnego razu znalazłem rejs do Frankfurtu obsługiwany przez Lufthansę w okazyjnej cenie. Postanowiliśmy się tam spotkać. Wtedy zrozumieliśmy, że ten format związku daje nam szansę na zwiedzenie świata. Przez ostatnie trzy lata spotkaliśmy się już w Stanach Zjednoczonych, Kolumbii, Belgii, Hiszpanii, Niemczech i Francji. Nie szukamy już najtańszych połączeń, myślimy raczej, jakie kraje chcemy razem zwiedzić i po prostu spotykamy się na miejscu. Teraz planujemy wyjazd do Tajlandii - mówi Antonio.

Życie obok siebie ani nie musi być warunkiem koniecznym, ani też czynnikiem przesądzającym o powodzeniu związku. Można funkcjonować inaczej. Nasi bohaterowie udowadniają, że związek na odległość też ma rację bytu! To, co najsilniej wybija się w ich opowieściach, to fakt, że dla zakochanych najważniejszy jest sam fakt spotkania, a nie jego miejsce. Może dlatego jednym z najsilniejszych trendów jest dziś meet halfway, czyli spotykanie się w połowie drogi. W ten sposób jest i wygodnie, i sprawiedliwie, a przede wszystkim - skutecznie!

 

Materiał powstał we współpracy z liniami lotniczymi Lufthansa.